piątek, 9 sierpnia 2019

O adaptacji przedszkolnej raz jeszcze

O adaptacji przedszkolnej raz jeszcze


O przedszkolnej adaptacji pisałam już kiedyś, jednak temat wciąż powraca, szczególnie aktualny staje się w drugiej połowie wakacji, kiedy wielkimi krokami zbliża się początek roku (przed)szkolnego. Nigdy więc dość pisania o tym, jak powinna wyglądać idealna adaptacja. Kwestie, które opisuję w tym artykule, nie są jedynie pisaniem palcem po wodzie, ale stanowią realną receptę na wspaniały początek nowego etapu w życiu dziecka. Wielokrotnie przechodzili tą drogą rodzice powierzający swoje przedszkolaki pod opiekę mojej placówki.

Wraz z początkiem przedszkola w życie dziecka powoli zaczną wkraczać relacje inne niż rodzinne. Znajdzie się przestrzeń na budowanie relacji z innymi dziećmi oraz dorosłymi, którzy przy odpowiedniej uważności, wiedzy i wrażliwości mogą stać się kolejnym, znaczącym ogniwem budującym poczucie bezpieczeństwa dziecka. Tak jak rodzic jest gwarantem bezpiecznego przywiązania dziecka, które to pozwala nabrać mu ufności do świata i stworzyć dobre poczucie własnej wartości, tak nauczyciel jest kolejnym dorosłym, który może wzbogacać poczucie bezpieczeństwa dziecka i dokładać cegiełkę do jego pozytywnego obrazu siebie i świata.

Relacja z nauczycielem jest bazowym elementem adaptacji. Bez otwartości, łagodności, dopasowania ze strony dorosłego w przedszkolu ani dziecko, ani rodzic nie będą w stanie z sukcesem rozgościć się w tym etapie życia dziecka. Zwróćmy więc uwagę na to, jak rozmawiamy z nauczycielem. Czy prowadząc z nim dialog, wysyłamy mu sygnały: ufam Ci, dobrze się z Tobą czuję, jestem bezpieczny? To pierwsze elementy dobrej adaptacji. Wszyscy żyjemy w przestrzeni emocji - wyczuwamy je, obserwując rozmówcę i otoczenie. Zadbajmy więc o to, by wzajemnie wysyłane emocje były pozytywne. Jeśli rodzice mają własne obawy i wątpliwości, dobrze jest je ugłaśniać, ujawniać i dawać im przestrzeń. Takie właśnie reakcje budują zaufanie i bezpieczeństwo dziecka.

Mama lubi moją Panią, jest przy niej swobodna, a to znaczy, że i ja mogę jej ufać - tak w dużym uproszczeniu dziecko funkcjonuje w swoim świecie wewnętrznym. Do tego, by przedszkole było przyjaznym miejscem, potrzeba czasu. Dziecko jest praktykiem, ono przeżywa życie, przede wszystkim, doświadczając. Potrzebuje więc sytuacji, w których doświadczy otwartości i wsparcia ze strony nauczyciela. Będzie wtedy bliższe pokonywania swojego lęku przed nowym miejscem i nieznanymi dziećmi, oddalając się tym samym w oczekiwany sposób od rodzica.

Kiedy rozpoczynacie adaptację, omówcie ją z nauczycielem. Idealnie, jeśli możecie w początkowym etapie przychodzić do przedszkola w momencie, gdy dzieci na sali pod jego opieką jest jeszcze mało. Szczególnie wrażliwe dzieci czują się pewniej, gdy to one witają dochodzących rówieśników, niż gdy mają dołączyć do dużej (i często hałaśliwej) grupy. Zachęcam do prób adaptacji przy wsparciu obojga rodziców na zmianę (często dziecku łatwiej rozstać się z jednym z rodziców, np. z tatą).

To co może okazać się pomocne, to wyczekiwanie na gotowość dziecka do dołączenia do grupy czy wejścia na salę. Wierz mi - dziecko jest bardzo ciekawe, co się dzieje na sali. Często jednak, zwłaszcza na początku, jego lęk jest na tyle duży, że ciekawość nie ma siły przebicia. Prędzej czy później, dziecko, któremu pozostawiamy swobodę i pozostawimy możliwość decyzji, będzie chciało zidentyfikować dochodzące głosy. Nachalne namawianie dziecka może sprawić, że zachowa się wręcz odwrotnie, kurczowo złapie się rodzica. Dziecko uszanowane w swoim tempie pokonywania trudności zaufa i otworzy się. To zaufanie dotyczy również chęci wyjścia z przedszkola. Szczególnie na początku, dzieci bywają przytłoczone poziomem hałasu i dynamiką życia przedszkolnego. Warto iść za głosem dziecka i kończyć dzień wtedy, gdy o tym mówi. Często bywa to po 1,5 czy 2 godzinach pobytu w placówce.

Kiedy już zacznie przebywać na sali, nie towarzysz mu, Rodzicu, w zabawie. Bądź jednak dostępny niedaleko - na przykład w szatni. Dziecko może zachęcać Cię do wejścia - warto mówić, że miejsce dla rodziców jest w szatni i że wciąż tu będziesz. To da dziecku pewność, że może powrócić i nasycić się Twoją bliskością, naładować akumulatory. Obserwacje przedszkolne pokazują, że dzieci powoli budują swój świat "po drugiej stronie" szatni. Znajdują swoje miejsce do obserwacji, ulubioną aktywność i z tego poziomu poznają otoczenie. Często, z biegiem dni, pozwalają sobie pójść dalej i eksplorować otoczenie. Szczególnie 3-4 latki tę eksplorację mają zapisaną w swoich potrzebach rozwojowych. Jeśli tylko zbudują poczucie bezpieczeństwa i przyzwyczają się do poziomu hałasu na sali, ta potrzeba odzywa się głośno i mały odkrywca idzie na podbój przedszkolnych kątów.

Kiedy pierwszy raz wyjść z szatni poza mury przedszkola? To bardzo delikatny temat i warto być w ciągłym kontakcie z nauczycielem, który nawiązał najlepszy kontakt z dzieckiem. Warto ustalić, że rodzic ma do załatwienia jedną sprawę, która zajmie np. 20 minut. Mogą to być zakupy w pobliskim sklepie. Idealnie, jeśli listę zakupów skonsultujesz z dzieckiem i po powrocie pokażesz mu zakupione, ustalone wcześniej produkty. Jeśli jesteś już w procesie adaptacji z dzieckiem, a ono zna swojego nauczyciela i pozwoliło mu już przekroczyć granicę ciała (daje się dotknąć, przytulić, komunikuje swoje potrzeby), dziecko będzie potrafiło ukoić swój smutek w ramionach nauczyciela. Twoje wyjście to dla niego trudna sytuacja, może protestować i mówić, że będzie smutne i będzie tęsknić. Naszym zadaniem jest uszanować te emocje i zaopiekować się nimi. Takie wsparcie pokazuje dziecku, że traktujemy jego uczucia poważnie i że są dla nas ważne.

Możesz wspólnie z dzieckiem ustalać formy pocieszenia w smutku, kiedy Ty jesteś poza przedszkolem. Jedną z alternatyw jest rodzinne zdjęcie, które dziecko może przy sobie nosić. Często rodzice pozostawiają dzieciom swój drobiazg, np. szalik. Dziecko ma przy sobie wtedy namiastkę rodzica. Wielokrotnie dzieci proszą, by zadzwonić do rodzica. Usłyszenie jego głosu może początkowo spowodować odblokowanie emocji i płacz, ale finalnie dziecko czuje się usłyszane w swojej potrzebie i wsparte. Wszelkiego rodzaju amulety czy serduszka malowane na dłoni dziecka dodają mu mocy. Nieodzowna w takiej narracji jest obecność nauczyciela, który podtrzyma opowieść o magicznym sercu miłości czy amulecie, który tajemnie łączy dziecko z rodzicem. Ogranicza Was tylko Wasza wyobraźnia, dla dziecka natomiast jest to namacalny sposób na uzyskanie wsparcia w przeżywanych emocjach.

Proces adaptacji może trwać nawet kilkanaście tygodni. Zdarza się, że dziecko potrzebuje tygodnia lub dwóch, by zbudować swoje poczucie bezpieczeństwa w placówce. Dzieci wysoko wrażliwe często potrzebują o wiele więcej czasu. Jeśli jesteś rodzicem WWD (wysoko wrażliwego dziecka), uzbrój się w cierpliwość. Prawdopodobnie ten proces będzie trwał około 2-3 miesięcy. O sukcesie adaptacyjnym możemy mowić, gdy dziecko rozstaje się z rodzicem w bezpieczny sposób (nawet jeśli jest smutne i płacze), komunikuje swoje potrzeby, załatwia swoje potrzeby fizjologiczne, spożywa posiłki, leżakuje i pozwala na pomoc w czynnościach samoobsługowych.

Pamiętaj, że w czasie przedszkolnego etapu pojawiają się momenty kryzysowe, kiedy dziecko nie chce chodzić do przedszkola. Może się tak również zdarzyć w trakcie adaptacji. Dzieci szczególnie mocno odczuwają wszelkie niedyspozycje fizyczne (niewyspanie, głód, zbliżająca się choroba). Jeśli Twoje dziecko wpada w płacz w przedszkolnej szatni i prosi Cię, byś dziś go stamtąd zabrał/-a, nie bój się spełnić jego prośby. Dzieci rozumieją definicję wyjątku, a wysłuchanie ich potrzeb pomaga pogłębianiu więzi. W takich momentach proponuję pożyczenie niewielkiej zabawki lub książeczki z przedszkola, nauczyciel może poprosić dziecko o troskliwą opiekę nad zabawką i odniesienie jej przy następnym dniu w przedszkolu. Pomoże to dziecku zachować ciągłość.

Jeśli dziecko nie chce iść do przedszkola, wesprzyj je, wysłuchaj, opowiedz, co słyszysz. Nie przekupuj swojego dziecka, ono wie, że przedszkole jest Wam potrzebne. To dla niego duża zmiana i wolałoby ten czas spędzać z Tobą, z Wami. Opowiedz mu, co Ty robisz, kiedy ono jest w przedszkolu, opowiedz co zrobicie, kiedy po nie przyjdziesz. Nie obiecuj jednak złotych gór, nie przekupuj. Bądź blisko, nazywaj potrzeby i emocje swoje oraz dziecka.

Powodzenia!



wtorek, 2 lipca 2019

Zaopiekuj się swoim wewnętrznym dzieckiem

Zaopiekuj się swoim wewnętrznym dzieckiem



Gdy więc zabieramy się do wychowywania dzieci, najpierw musimy w sobie odkryć to, co psychologowie nazywają naszym wewnętrznym dzieckiem. Musimy je odkryć, odchuchać, zatroszczyć się o nie. Jeśli tego nie zrobimy, nieuchronnie będziemy przenosić na dzieci własne doświadczenia z dzieciństwa. Innymi słowy, będziemy traktować własne dzieci tak samo, jak nas traktowano. Nawet jeśli nasze intencje będą zupełnie inne.  
Wojciech Eichelberger

Słowa Wojciecha Eichelbergera stanowią esencję definicji dojrzałego, świadomego rodzicielstwa. O tym jak bardzo jest to ważne, rodzice przekonują się często dopiero wtedy, gdy dziecko jest już na świecie. Poszukują metod wychowawczych, chodzą do specjalistów i na warsztaty. Okazuje się, że to czego szukają, to poznanie siebie, a nie znalezienie złotego środka wychowawczego. Dopiero gdy rodzic siada i nawiązuje ze sobą szczery i głęboki kontakt, odnajduje w sobie właśnie to wewnętrzne dziecko z cytatu Eichelbergera. Może odzyskać łączność z doświadczeniami z dzieciństwa, potrzebami, które kryją oraz emocjami, które wzbudzały. Pochylenie się nad tymi obrazami, zapłakanie, przytulenie, uśmiech spowodują integrację tamtych doświadczeń. A tym samym otworzą nową jakość w kontakcie z dzieckiem, tym zewnętrznym. Znając niespełnione potrzeby wewnętrznego dziecka, rodzic może świadomie dbać o nie i spełniać je, bez potrzeby manipulacji zewnętrznym dzieckiem. Ciągłe dążenie do spotkań z własnymi potrzebami to działanie na rzecz dobrej relacji z dzieckiem. Człowiek pełen wewnętrznego spokoju wchodzi w nią z otwartą głową i duszą. Potrafi stabilnie wesprzeć drugiego człowieka. Nie załatwia sobie własnych potrzeb poprzez kontakt z nim. Jest szczery, ma dobrą intencję. Z łatwością odnajduje echo słów drugiego człowieka we własnych doświadczeniach i potrafi oddzielić je, by budować świeży i czysty kontakt. 

To co rodzic może dać swojemu dziecku, to spotkanie z własnymi doświadczeniami, przeszłością, relacjami z dzieciństwa. Rzetelne spotkanie z nimi oznacza zajrzenie w ich czeluści, obejrzenie z każdej perspektywy i zintegrowanie. Ta integralność to fundament dobrego rodzicielstwa, zdrowego przywództwa. To przestrzeń, która zaprasza dziecko do przytulenia się oraz powierzenia swoich trosk i emocji. To łagodność i pojemność, która mówi dziecku: jestem gotowy, by być obok Ciebie. 

Kiedy masz w sobie zaopiekowane wewnętrzne dziecko, pogodzone z przeszłością i z ufnością patrzące w przyszłość, wygrywasz życie rodzicielskie. 



poniedziałek, 6 maja 2019

Jestem ok taki, jaki jestem? O poczuciu wartości

Jestem ok taki, jaki jestem? O poczuciu wartości


Poczucie wartości to ogólne poczucie człowieka o tym, że jest w porządku. Mieści w sobie akceptację, bezpieczeństwo, bezwarunkowość, sprawstwo, poczucie wpływu i kompetencji. To myśl o samym sobie, w której człowiek czuje wdzięczność, że jest na świecie. Nie rozpatruje siebie w opozycji do innych, nie rywalizuje z nimi, jest dla siebie centrum i punktem odniesienia.

Poczucie wartości powstaje w wyniku dobrej relacji z rodzicem. Rodzic, który ma dobrą relację ze sobą, jest w kontakcie ze swoimi odczuciami, ale również ze swoim wewnętrznym dzieckiem, może być przewodnikiem w budowaniu poczucia wartości dziecka.

Wojciech Eichelberger pisze w ten sposób: 
gdy więc zabieramy się do wychowywania dzieci, najpierw musimy w sobie odkryć to, co psychologowie nazywają naszym wewnętrznym dzieckiem. Musimy je odkryć, odchuchać, zatroszczyć się o nie. Jeśli tego nie zrobimy, nieuchronnie będziemy przenosić na dzieci własne doświadczenia z dzieciństwa. Innymi słowy, będziemy traktować własne dzieci tak samo, jak nas traktowano. Nawet jeśli nasze intencje będą zupełnie inne.
Wydaje się, że to bardzo korzystne dla dziecka, jeśli rodzic pozostaje ze sobą w relacji rozwoju. Chce siebie poznawać, łączyć odczucia, wspomnienia i doświadczenia w jedną całość. Taki zintegrowany rodzic ma zdecydowanie większą moc w budowaniu dziecięcego poczucia wartości. Ma też większą pojemność na zachowania, emocjonalne tornada i kryzysy rozwojowe. Przyjmuje je z szacunkiem, akceptuje, jest przywódcą. Tak budowana relacja znajduje odzwierciedlenie w wysokim poczuciu wartości.

Jak wobec tego świadomy rodzic może wspierać poczucie wartości swojego dziecka? Wiele rozwiązań przynosi porozumienie bez przemocy, dzięki któremu ludzie nawiązują ze sobą prawdziwy, szczery kontakt. Włączając do codziennej komunikacji empatię, dzięki której łatwiej zauważać własne i cudze potrzeby, buduje się most między dzieckiem a rodzicem. Jednocześnie, kontakt pozbawiony oceny, pozwala skupić się na potrzebach i meritum. Wtedy nie nabudowują się wzajemne oczekiwania, a ludzie towarzyszą sobie w emocjach.

Pozytywna samoocena [poczucie wartości - przyp.red.] nie oznacza, że przez cały czas jesteśmy zadowoleni z siebie. Oznacza, że potrafimy sobie poradzić ze swoimi uczuciami wtedy, gdy czujemy się zawstydzeni, niekompetentni lub nieudolni, i być dla siebie w takiej sytuacji mili, a nie krytyczni. (Margot Sunderland, Niska samoocena u dzieci).

Kiedy dziecko czuje akceptację ze strony rodzica oraz bezwarunkowość jego miłości, jest uznawane takie jakie jest, czuje wdzięczność, że żyje, rozwija się i może doświadczać świata. Nosi w sobie ufność i otwartość wobec innych. Myśli o sobie w pozytywny sposób. Akceptuje swoje cechy i kompetencje, ale również to, co definiuje jako braki. Kiedy dziecko otrzymuje bliskość fizyczną, czuje się chciane. Sposób, w jaki dotykane jest małe dziecko, może stanowić główny czynnik determinujący uczucia, jakimi będzie ono darzyło siebie i swoje ciało w późniejszym okresie życia. Jeśli dziecko jest dotykane z czułością, serdecznie, z prawdziwym ciepłem, to jest znacznie bardziej prawdopodobne, że będzie lubiło swoje Ja cielesne i czuło się wartościowe. Jeśli regularnie poznaje dotyk pełen miłości i budzący poczucie bezpieczeństwa, może doświadczać siebie jako wrażliwej i kochającej osoby". (Margot Sunderland, Niska samoocena u dzieci)

Jestem obok Ciebie,
wspieram Cię,
towarzyszę.
Rozumiem, czego potrzebujesz.
Słyszę, co mówisz.
Czuję Cię.
Jesteś dla mnie ważny,
zauważam Twoje działania.
Świadomie towarzyszę Ci w smutku, radości, złości, rozczarowaniu.
Reaguję na Twoje słowa i emocje.
Jestem.
Jesteś.
Jesteśmy.

czwartek, 18 kwietnia 2019

Rozstanie lepsze od bycia ze sobą dla dobra dzieci?

Rozstanie lepsze od bycia ze sobą dla dobra dzieci?


Chyba każdy z nas zna panujące powszechnie przekonanie, że rodzina musi pozostać w całości bez względu na okoliczności. Wielokrotnie stwierdzenie to sankcjonowało ludzkie dramaty. Sprawa wydaje się oczywista, kiedy w rodzinie pojawia się przemoc - łatwiej wtedy przyjąć perspektywę rozstania. Jeśli jednak rodzice zaczynają rozważać rozstanie z innych przyczyn, bywają odwodzeni od tej myśli, słysząc komentarze: bądźcie razem dla dobra dzieci, dzieci potrzebują pełnej rodziny...

Każdy rodzic chce dla swoich dzieci jak najlepiej - to fundamentalna motywacja większości ludzi. Kiedy jednak bilans w związku okazuje się przynosić straty, poczucie frustracji i niezaspokojonych potrzeb rodzi w parze napięcie, które również odczuwają dzieci. Przychodzą na świat z wewnętrznym barometrem emocjonalnym, niekiedy wyczują nastroje rodziców szybciej niż oni sami są świadomi swoich stanów. Skoro zatem tak jest, oznacza to, że dzieci równie mocno czują ciężar i stres, który rodzi się między rodzicami. Dzieci żyją w świecie odczuć, emocji kierowanych przez niższe struktury mózgu. Nie umieją więc nazwać tego, co czują, ani nadać temu znaczenia. Przeżywają jednak w sobie każde napięcie, które pojawia się w rodzinie. Wykorzystują różne sposoby, by je katalizować: agresję, autoagresję, choroby, wycofanie, moczenie itp. Z terapeutycznego punktu widzenia, nienazwana, trudna sytuacja w rodzinie będzie objawiać się w najsłabszym członku systemu, czyli dziecku.

Dzieci naturalnie przejmują odpowiedzialność, często czują się winne temu, co wyczuwają w rodzinie. Mogą dążyć do odbarczenia rodziców z trudnej sytuacji, skupiając ich uwagę na sobie. Często w ten sposób doprowadzają rodziców do gabinetu psychoterapeutycznego. Takich zatroskanych o swoich rodziców dzieci widziałam wiele. Praca z rodzicami, nazwanie ich uczuć, oczekiwań, marzeń i tęsknot, doprowadzała do rozpłynięcia się napięcia, a tym samym zmniejszenia trudnych zachowań u dzieci.

Nazwanie nie-nazwanego pomaga rodzinom odzyskać równowagę. Rodzice zyskują przestrzeń do ugłośnienia swoich przeżyć i w atmosferze zrozumienia mogą pracować nad drogą ku rozstaniu. To proces, który może przebiegać godnie, z szacunkiem, z uważnością na dzieci. Włączenie w relacje rodzinne autentyczności sprawi, że dzieci poczują się lekkie. Nie oznacza to jednak uchronienia ich od przeżywania straty, jaką jest zmiana dotychczasowej rzeczywistości.

Autentyczność polega na tym, że poprzez swoje zachowanie i to, co mówimy, pokazujemy drugiemu człowiekowi, kim naprawdę jesteśmy. Przeciwieństwem jest granie jakiejś roli, której inni od nas oczekują albo nawet żądają. Mamy wiele dowodów na to, że autentyczność jest kluczowa w bliskich związkach [..]. Rodzic, który chce być autentyczny, nie uniknie trudnego pytania: kim ja właściwie jestem? [...] Na czym tak naprawdę mi zależy? Czego ja w istocie chcę?

Jeśli pozwolicie sobie na szczerość i otwartość w relacjach w rodzinie, z odwagą nazwiecie emocje wobec partnera i rozstania, jednocześnie otworzycie dialog, który pomieści przeżywanie tego doświadczenia. Zbudujecie w świadomości dzieci przekonanie, że rozstanie może być dobre, że nie jest końcem, a początkiem innej jakości. Świat jest taki, jakim Ty go widzisz. Rozwód czy rozstanie mogą być przeżyciem, które nie odbije się traumą w życiu dziecka. Z pewnością czekają go różne trudne emocje: smutek, żal, tęsknota. Pamiętajmy, że rolą rodziców jest wspieranie dzieci w trudnych emocjach, a nie chronienie przed nimi. Zadaniem rodzica jest również objaśnianie dziecku świata - jeśli z zewnątrz udajemy dobrą rodzinę, a w naszych wewnętrznych światach szaleją emocje generujące stres, dziecko czuje się zdezorientowane i traci poczucie bezpieczeństwa. Rozstanie bywa normujące dla emocjonalnego chaosu w rodzinie. Może, paradoksalnie, dać dziecku jego poczucie bezpieczeństwa z powrotem, zabierając odpowiedzialność za sprawy dorosłych.

Bywa, że trwanie w "związku" dla dobra dzieci, w jego iluzji, w której łączy nas już tylko to, że jesteśmy rodzicami jest tak naprawdę ukrytym strachem przed zmierzeniem się z własnymi, niespełnionymi oczekiwaniami, tęsknotami, poczuciem braku szczęścia. W takim przypadku wejście w rolę dobrego rodzica jest tym, co odgradza od prawdziwych uczuć i emocji. Pod osłoną troski o dzieci ukrywa się lęk przed zmianą i przed tym, co nieodkryte. Niestety, te uczucia zazwyczaj im silniejsze i bardziej skrywane, tym mocniej oddziałują na dzieci w rodzinie. Zachęcam Was, byście spotkali się ze swymi oczekiwaniami i pragnieniami, zaprzyjaźnili z nimi. Wtedy będziecie w stanie budować nową jakość waszej rodziny, już po rozstaniu.




wtorek, 9 kwietnia 2019

Rozwód? O wsparciu dzieci w sytuacji rozstania rodziców

Rozwód? O wsparciu dzieci w sytuacji rozstania rodziców


Rozstanie, rozwód to ogromna zmiana dla rodziców, dziecka i całej rodziny. Przyjmując perspektywę rodziców, rozpatrujemy rozstanie wielopłaszczyznowo (dzielimy majątek, przeprowadzamy się, ustalamy opiekę nad dziećmi, radzimy sobie z ogromem emocji związanych z budowaniem nowej rzeczywistości i żegnaniem starej). Skupiając się na dziecięcej optyce widać, że dla dzieci zmienia się cały świat. Stają one przez wyzwaniem ułożenia nowego porządku w życiu.

Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że rodzice obawiają się rozmawiać o tym z dziećmi, gdyż nie znajdują słów, których mogliby użyć, by przekazać dzieciom informację o rozstaniu. Są również przepełnieni strachem, obawiając się odrzucenia i oceny społecznej. Wciąż pokutuje przekonanie, że lepiej być ze sobą dla dobra dzieci. Tymczasem moje obserwacje pokazują, że napięcie pomiędzy partnerami staje się wszechobecne i często znajduje ujście w najsłabszych członkach rodziny, czyli dzieciach. To one są odbiorcami trudnej atmosfery w domu, wyczuwają nienaturalne emocje między rodzicami. Nazwanie tego, co dzieje się w rodzinie jest odbarczające i uwalniające. Pozwala dzieciom zrozumieć emocje, pomimo że ich rozumowanie jest dalekie od dorosłego i abstrakcyjnego.

Poniżej przedstawiam kilka punktów, które pomogą uporządkować Wasze działania i wesprzeć Was oraz dzieci w trakcie rozmów o zmianie w rodzinie:

1. Poznaj punkt widzenia dziecka, dowiedz się, co wie o sytuacji w rodzinie.

Wykorzystaj zabawę, by poznać spojrzenie dziecka. Przy pomocy figurek rozegraj sytuację Waszej rodziny. Zaaranżuj sytuację, w której rodzice nie będą już parą. Rodzina małpek czy autek może wyprowadzać się z jednym z rodziców do innego domku albo raz małe małpki czy autka będą mieszkać u taty, a raz u mamy? Zobacz, ile dziecko z tego rozumie. Dopytaj, jak maluch tłumaczy sobie tę sytuację.

To ważny moment - możesz dowiedzieć się, czy dziecko przejmuje odpowiedzialność za czyny dorosłych. Jeśli w relacji dziecka pojawi się motyw jego winy, sprostuj, że to na pewno mama małpka i tata małpka podjęli taką decyzję ze względu na dorosłe sprawy. Dopytaj czy dziecko myśli, że mama małpka i tata małpka dalej kochają małą małpkę.

2. Przekaż informację prosto i oszczędnie. Wyraź ją prostymi słowami.

Kiedy znasz już percepcję dziecka, możesz przekazać mu Waszą decyzję. Nim to zrobisz, pomyśl o tym, jakimi słowami najlepiej dotrzeć do dziecka. Pamiętaj, by był to maksymalnie prosty przekaz. Nie zagaduj dziecka, daj mu przestrzeń na przyswojenie tej informacji i zrozumienie jej. Dodaj, że jeśli ma jakieś pytania, jesteś tu, by je rozjaśnić.

3. Dostosuj słowa do wieku rozwojowego dziecka.

Pamiętaj o fazie rozwojowej swojego dziecka, dostosuj do niego słownictwo, którego użyjesz. Maluchom powiedz bardzo mało, starszakom możesz powiedzieć więcej, jednak wciąż pamiętaj o zasadzie dawkowania informacji.

4. Bądź dostępny do kontaktu.

Dziecko będzie powoli trawić podane informacje i wracać po więcej lub po rozjaśnienie. Najlepiej wykorzystywać w tej sytuacji metodę małych kroczków. Najpierw powiedz dziecku, że mama i tata się rozstają i nie będą już razem mieszkać. To się zmienia, ale nie zmienia się Wasza miłość do dziecka - dalej bardzo je kochacie. Jeśli dziecko spyta dlaczego, sięgnij po porównanie, które opisuję poniżej.

5. Wykorzystaj porównanie do ról życiowych.

Każdy z nas w życiu pełni różne role. Dzieci są siostrą/bratem, córką/synem, przedszkolakiem, uczniem, wnuczkiem, piłkarzem, pływakiem, wielbicielem frytek itp.

Dorośli są córką/synem, siostrą/bratem, pracownikiem, żoną/mężem, miłośnikiem sportu, kolekcjonerem znaczków.

Czasem bywa tak, że niektóre role się kończą. Kiedy dziecko wymienia swoje role, warto poszukać również tych, które już się dla niego skończyły. Posłużą one jako most do zrozumienia sytuacji rozwodu.

Rola Was jako małżonków/partnerów dobiegła końca. Nadal pozostajecie rodzicami (mamą i tatą), bo macie fantastyczne dzieci, które bardzo kochacie. Zmieni się tylko organizacja Waszego życia.

Ta krótka metoda pozwala bezpiecznie wprowadzić temat rozstania, upewniając jednocześnie dziecko, że rodzice dalej będą rodzicami.

6. Podtrzymuj dobry wizerunek drugiego rodzica.

Dla poczucia bezpieczeństwa dziecka jest niezmiernie ważnym, by rodzice mówili o sobie dobrze. Opowiadanie o drugim rodzicu w sposób naturalny, tłumaczenie dziecku jego/jej zachowań przy wykorzystaniu empatii, pozwoli na podtrzymywanie w dziecku neutralności. Nie będzie ono czuło w sobie presji do obrony któregoś z rodziców bądź do opiekowania się nim.

7. Celebrujcie dalej wszystkie ważne dla Was chwile, spędzajcie czas jako rodzina.

Ważne, by pokazywać dzieciom (i szczerze czuć), że dalej pozostajecie rodziną. Wasze rozstanie sprawiło, że nie jesteście małżeństwem lub parą, jednak nadal jesteście rodzicami. Wasze dzieci zasługują na spędzanie czasu w pełnej rodzinie. Jeśli między Wami pojawia się napięcie, skorzystajcie z terapii, by rozładować emocje. Wtedy będziecie czerpać radość ze wspólnych chwil.

To, w jaki sposób się rozstaniecie, zostanie na zawsze zapamiętane przez Wasze dzieci. Być może będzie stanowić dla nich pierwotny wzór do kończenia relacji. Macie w tej sytuacji ogromną moc. Możecie zamodelować dzieciom rozstanie, które jest jednocześnie początkiem czegoś nowego. Dobre rozstanie to rozstanie rodziców, a nie rozpad rodziny. Takie rozstanie jest możliwe przy wspólnym udziale obojga rodziców, ich pełnym zaangażowaniu oraz dużej świadomości siebie i własnych emocji.

środa, 27 marca 2019

Co wspólnego ma silnik auta i dziecko? Kilka słów o Self-reg

Co wspólnego ma silnik auta i dziecko? Kilka słów o Self-reg


Self-reg to metoda regulacji, która wskazuje różnorodne źródła napięcia w życiu dziecka i pozwala na powrót do równowagi. W metodzie samoregulacji chodzi o zasadniczą zmianę nastroju, poziomu koncentracji i umiejętności zawierania i utrzymywania przyjaźni oraz odczuwania empatii, a także rozwinięcie wyższych wartości i cnót, które są niezbędne, by Twoje dziecko osiągnęło trwały dobrostan - tak o metodzie pisze sam jej twórca Stuart Shanker.

Self-reg składa się z pięciu kroków:

1. rozpoznanie nadmiernego stresu u dziecka
2. rozpoznanie stresorów
3. redukcja stresorów
4. wsparcie dziecka w budowaniu samoświadomości i wiedzy, gdy potrzebuje zrobić to samo dla siebie
5. pomoc dziecku w stworzeniu własnych strategii samoregulacji.

Autor metody dokonuje rozróżnienia pomiędzy samokontrolą, która jest dla niego procesem hamowania impulsów oraz samoregulacją, która polega na rozpoznaniu przyczyny i zmniejszeniu siły impulsów, a także znalezieniu strategii na radzenie sobie z nimi. To jak dobrze dorosły potrafi rozpoznawać różne sygnały z ciała dziecka oraz jaką ma wiedzę na temat ukrytych stresorów, jest jednym z ważnych elementów na drodze do wsparcia dziecka. 
Im bardziej jesteśmy świadomi tego, że nasz poziom stresu staje się zbyt wysoki i im lepiej wiemy, jak przerwać to błędne koło, tym lepsza jest nasza samoregulacja.

Do lepszego zrozumienia procesu samoregulacji prowadzi wiedza o neurobiologicznych mechanizmach, które biorą w nim udział. Warto wspomnieć tu koncepcję Paula MacLeana o trójjedynym mózgu, według której nasz mózg składa się z trzech ewolucyjnych spadków: mózgu gadziego (to rdzeń i pień mózgowy), mózgu ssaczego (to układ limbiczny) oraz mózgu racjonalnego (to kora mózgowa). Mózg gadzi zawiaduje wszelkimi reakcjami związanymi z przetrwaniem (to tu pojawia się atak bądź ucieczka), mózg ssaczy odpowiada za wszelkie emocje, natomiast mózg racjonalny to ta część naszego mózgu, która kieruje się rozumem i logiką. Kora przedczołowa tłumaczy niejako  i kontroluje zachowania z niższych partii mózgu do momentu, aż poziom stresu okazuje się na tyle wysoki, że działalność kortyzolu i adrenaliny odcinają działalność kory. 
W momentach wściekłości zazwyczaj mamy trudności z wysłowieniem się, ponieważ przejmują nad nami kontrolę mózg gadzi i ssaczy, a lewa strona naszej kory przedczołowej zostaje wykluczona z gry.

Reakcje, które pojawiają się w organizmie, kierowane są przez układ nerwowy i jego dwie części: układ współczulny i przywspółczulny. Pierwszy z nich generuje aktywne reakcje, drugi hamuje. Kiedy angażujemy się w relacje, poszukujemy rozrywki (a więc bodźców), uciekamy czy atakujemy - pobudzony zostaje układ współczulny. Reakcje zamrożenia (brak reakcji) czy dysocjacji są efektem działania układu przywspółczulnego. 
W stanie chronicznego, nadmiernego lub zbyt małego pobudzenia następuje zasadnicze przełączenie z "mózgu uczącego się" na "mózg walczący o przetrwanie". 
Oznacza to, że dziecko może stawać się agresywne, impulsywne, nadaktywne bądź wycofane. Wszystko to może być symptomem nadmiernego stresu. Prowadzi to do pojawienia się torowania* w mózgu, fokus przestawia się na szukanie zagrożeń, nawet jeśli one nie istnieją. Dzieci zaczynają skanować otoczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństw. Self-reg proponuje, by rozważania skupić wokół tego, dlaczego taki impuls pojawia się w dziecku właśnie w tym momencie. Przeciążenie pojawia się zawsze, kiedy w organizmie toczy się błędne koło reakcji wzajemnie się napędzających. Negatywne myśli, emocje i zachowania są w istocie sygnałem, że człowiek jest przeciążony. Dzieci rzadko kiedy potrafią powiedzieć, co czują. Pokazują to na różne sposoby - często ich przekaz nie jest jasny i wymaga od rodzica wiedzy i empatii. Self-reg wzbogaca rodzica o te elementy.

Przytoczone powyżej pięć kroków stanowi schemat postępowania, który wyznacza drogę rodzicowi jako partnerowi w samoregulacji dziecka.

Stuart Shanker proponuje:
→ odczytanie sygnałów i przeformułowanie zachowania
→ zidentyfikowanie stresorów (zewnętrznych i wewnętrznych!)
→ zredukowanie stresu
→ uświadomienie sobie, kiedy pojawia się stres i dlaczego
→ zorientowanie się, co pomaga się uspokoić

Pozytywne przeformułowanie, o którym pisze Shanker jest mi szczególnie bliskie. Każda próba innej interpretacji zachowania jest jednoczesnym obniżeniem napięcia w ciele. Powoduje zmianę optyki i otwiera nowe perspektywy do spojrzenia na dziecko. Powoduje więc, że w dorosłym pojawia się zasób, by być w procesie samoregulacji dziecka partnerem, który wspiera i współtowarzyszy. Autor proponuje praktyki uważności (mindfullness), które mogą wesprzeć tworzenie wewnętrznego spokoju i przestrzeni do bycia z dzieckiem. 
Kiedy zaczynamy myśleć o zachowaniu jako odzwierciedleniu procesu samoregulacji w reakcji na stres oaz poziomu pobudzenia i energii, a nie w kategoriach samokontroli i posłuszeństwa, następuje ogromna zmiana. 


Mózgowe wi-fi to takie połączenie rodzica z dzieckiem, które pozwala na wzajemne odczytywanie sygnałów i poziomu pobudzenia, by dopasować się do siebie. Kiedy rodzic podąża za dzieckiem, odczytuje jego potrzeby i dopasowuje swe działanie do tych obserwacji, dziecko reaguje optymalnym dla siebie poziomem pobudzenia. Proces ten rozwija się od pierwszych dni życia dziecka i jest fundamentem samoregulacji.
W przeciwieństwie do pępowiny, mózgowe wi-fi nie jest czymś, co może być już więcej niepotrzebne. Kiedy rodziców i dzieci łączy bezpieczny styl przywiązania, mózgowe wi-fi jest zawsze bliską i trwałą więzią pomiędzy nimi, która może dać ukojenie, motywację i być źródłem spokoju, który zmniejsza stres. Jest ono zawsze cechą charakterystyczną relacji rodzic-dziecko i na wiele sposobów staje się podstawą bliskich relacji z innymi osobami.


Self - reg to nic innego jak odczytywanie tego, jak działa silnik samochodu na podstawie tego, jakie wydaje dźwięki, jak wygląda spalanie,  na jakim poziomie znajdują się wszelkie parametry opisujące jego pracę. Na podstawie tego, jak zachowuje się dziecko, zastanawiamy się, co dzieje się w środku.

Samoregulacja objawia się w pięciu obszarach: fizycznym, emocjonalnym, poznawczym, społecznym oraz prospołecznym. W każdym z tych obszarów pojawiają się potencjalne stresory. Najczęściej bywa tak, że stresor w jednym z obszarów automatycznie wpływa na uwolnienie się stresu w innych, co prowadzi do błędnego koła. Dzieci, które czują lęk przez wystąpieniem w przedszkolnym przedstawieniu mogą odczuwać szereg symptomów biologicznych (np. ból brzucha), mogą być aroganckie wobec innych dzieci lub nauczyciela, mogą czuć złość itp. W związku z działaniem mózgowego wi-fi oraz tego, że rodzic w związku z pobudzeniem u dziecka, sam może odczuwać pobudzenie, pojawia się sprzężenie obu stanów stresowych. To co może tu pomóc, to fizyczna obecność, która doprowadzi do emocjonalnego bezpieczeństwa i ochrony. Są to elementy umożliwiające przerwanie koła stresu.

Self-reg pomaga dorosłym w nauce odczytywania wczesnych sygnałów tego, że ich dzieci wchodzą w stan zbyt niskiego lub nadmiernego pobudzenia. Pomaga także dzieciom w uzyskaniu takiej samoświadomości.
Szczerze polecam zagłębienie się w lekturę książki Stuarta Shankera, która da Wam szersze spojrzenie na tę metodę. Wspaniale koresponduje ona z ideałami rodzicielstwa bliskości oraz współczesną wiedzą neurobiologiczną.



* prowadzący do tworzenia nawyków proces w mózgu, w którym bodziec z punktu A do punktu B przechodzi wielokrotnie tą samą drogą.

poniedziałek, 18 marca 2019

Dziecięcy lęk pod lupą

Dziecięcy lęk pod lupą



O lęku pisałam już wcześniej, próbując odpowiedzieć na pytanie, co jest rozwojowe, a co może niepokoić w dziecięcym przeżywaniu lęku. Tym razem przyjrzę się bliżej samej emocji, jej mechanizmom i funkcjom oraz sposobom, które mogą wesprzeć w radzeniu sobie z nią.

Strach, który często jest bardzo pożyteczną emocją (był taką szczególnie dla naszych przodków zagrożonych napaścią ze strony drapieżników), jest również złożonym stanem fizjologicznym, którego wytworzeniem kieruje ciało migdałowate. Funkcją lęku jest unikanie niebezpieczeństw, jednak w sytuacji, w której dziecko reaguje lękiem na większość wydarzeń lęk sprawia, że patrzymy na świat przez pryzmat niebezpieczeństwa. Oznacza to, że jednocześnie uwaga dziecka tuneluje się na potencjalne zagrożenia, nie widząc przy tym innych aspektów sytuacji. Bez wątpienia jest to sytuacja, w której warto podjąć realne działania, by wesprzeć dziecko.

Jerome Kagan jest twórcą teorii temperamentu, który wyróżnia postać zahamowaną i niezahamowaną. Według autora, temperament zahamowany odznacza się większym dystansem i większą bojaźliwością. W pewnym sensie opis osób o tym typie temperamentu jest podobny do opisu osób wysoko wrażliwych. Autorka koncepcji, Elaine Aron, zwraca uwagę na to, że osoby wysoko wrażliwe częściej kierują się systemem hamowania behawioralnego.

Ciało migdałowate przekłada strach na reakcje fizjologiczne, pobudzając układ współczulny, będący częścią autonomicznego (działającego bez naszej wiadomości) układu nerwowego, który koordynuje działania składające się na reakcję walki lub ucieczki. Dzieci z typem układu zahamowanego mocniej i dogłębniej przeżywają reakcje fizjologiczne związane ze strachem - szybszy jest u nich rytm spoczynkowy serca, bardziej rozszerzają się źrenice, wyższy jest poziom dwóch hormonów stresowych: kortyzolu i noradrenaliny.

Strach to również stan umysłu, który wpływa na wybór sposobu postępowania. Aktywniejsza w swym funkcjonowaniu jest wtedy prawa półkula mózgu. Podobnie dzieje się w przypadku osób wysoko wrażliwych i tych o temperamencie zahamowanym.

Wczucie się we własne ciało to lekarstwo na lęk. Wszystkie odczucia, jakie daje nam ciało, pozwalają rozpoznać lęk. Szczególne znaczenie mają tu odczucia z brzucha, w którym znajduje się tzw. jelitowy system nerwowy. Wszystkie te objawy, ubrane w wizualizację dzięki artystycznemu wyrazowi, pomagają uzyskać przestrzeń do przyjrzenia się lękowi. Każde działanie, które łagodzi objawy fizyczne działa na rzecz dążenia do równowagi i lepszego poznania własnego lęku. Wśród tych działań warto zwrócić uwagę na relaksację, techniki oddechowe, praktykę uważności (np. wymienianie kilku rzeczy, które można zobaczyć, dotknąć, usłyszeć, posmakować i powąchać wokół siebie).

Moje obserwacje jako praktyka pracującego z dziećmi są zgodne z powyższymi spostrzeżeniami. W pracy z rodzinami i dziećmi proponuję wiele różnorodnych technik. Wśród nich można znaleźć wszelkiego rodzaju miarki strachu  (sznurki, które można ucinać w zależności od wielkości odczucia, ryż czy inne sypkie produkty, którymi można odmierzać strach), elementy eksternalizacji czyli wizualizowanie strachu, który, stając się stworkiem/postacią, jednocześnie oddziela się od dziecka. Można tegoż stworka rysować, lepić, szyć. Ma to wiele znaczeń, jednak najważniejszy wydaje się być fakt uświadomienia sobie, że strach nie jest dzieckiem, a osobnym odczuciem. Daje to możliwość nawiązania ze strachem dialogu, zaproszenia go do życia dziecka lub odprawienia. Dziecko w czasie tego procesu doświadcza większej sprawczości, jego poczucie kontroli nad życiem wzrasta. Dodatkowo, rodzic, który wspiera dziecko w taki sposób, daje znać, że uznaje uczucia dziecka, wierzy im i traktuje je poważnie, z należytym szacunkiem.

Starsze dzieci mogą wspierać się słowem pisanym - prowadzić dziennik odczuć lub budować wspierające afirmacje (dziecko może wypowiadać - na głos lub w ciszy - czy napisać na włożonej do kieszeni karteczce słowa typu: każdy lęk ma swój koniec). Liczenie z oddychaniem czy też odliczanie w dół to kolejne sposoby dla starszych dzieci. Zachęcam Was do przyjrzenia się dwóm sposobom relaksacji: progresywnej relaksacji mięśni metodą Jacobsona (https://www.youtube.com/watch?v=nohxTFjVTHU) oraz treningowi autogennemu Schulza (https://www.youtube.com/watch?v=6z--bQD3zBw). Obie te metody potrafią przynieść ćwiczącemu odprężenie i z powodzeniem można zastosować je w elementach w pracy z dziećmi.

Oddawanie głosu lękowi może przynieść dziecku większą świadomość tego, co się z nim dzieje. Ugłaśnianie lęku, zastanawianie się, co lęk by powiedział, gdyby mógł mówić, pozwala również obniżyć napięcie, które naturalnie skupia się w gardle i klatce piersiowej.

Cohen pisze: jestem wielkim zwolennikiem terapii, [....] ale brakuje w niej tego, czym dysponuje każda rodzina: silnej więzi łączącej rodzica z dzieckiem, która jest potężnym narzędziem leczenia i zmiany. W myśl tego stwierdzenia, warto sięgać do zasobów rodzinnych. Rozwijać w sobie kompetencje, które wspierają dzieci w przeżywaniu emocji. Jednocześnie, mam przekonanie, że czasem kontakt dziecka (szczególnie starszego) ze specjalistą może pozwolić mu zbudować dodatkowy kanał wsparcia dla siebie. Dodatkową zaletą tego rozwiązania jest również rozwijanie w sobie przekonania, że psycholog czy psychoterapeuta to osoba, która może zaoferować odpowiednie wsparcie.


Wszystkie opisane przeze mnie strategie to wejście do świata dziecka - zejście na podłogę, nawiązanie więzi. Jednym z ważniejszych kanałów kontaktu z dzieckiem jest dotyk. Zarówno skóra jak i układ nerwowy pochodzą z jednego listka zarodkowego, a to oznacza, że wiele napięć, które pojawiają się w ciele człowieka, można załagodzić dzięki troskliwemu dotykowi. Cohen zwraca uwagę na to, że niektóre dzieci mogą nie akceptować dotyku w chwili wzburzenia i proponuje, by wykorzystać wtedy zabawę zwaną polem siłowym, dzięki któremu dziecko może czuć się dotykane, pomimo że ręka rodzica znajduje się w pewnej odległości od ciała dziecka. Zabawa polega na tym, że dotykasz przestrzeń miedzy sobą a dzieckiem, przykładając rękę w odległości 5-10 cm od niego i staracie się poprzepychać na odległość.

czwartek, 7 marca 2019

Zabawa z dzieckiem najlepszym budulcem więzi - o systemach neuroafektywnych Pankseppa

Zabawa z dzieckiem najlepszym budulcem więzi - o systemach neuroafektywnych Pankseppa



Zabawa fizyczna uruchamia wiele części ciała i mózgu, poczynając od ciała migdałowatego, które przetwarza emocje, przez móżdżek, który radzi sobie ze złożonymi zdolnościami motorycznymi, kończąc na korze przedczołowej, odpowiedzialnej za sądy oparte na analizie kontekstu sytuacyjnego. Oznacza to, że każda chwila przeznaczona na siłowanie się z dzieckiem ma dobroczynne oddziaływanie na ciało i umysł, wznosząc się nawet na najwyższe poziomy ludzkiego ducha: honor, prawość, uprzejmość i współpracę.

Cohen i DeBenedet w książce Siłowanki. Dzikie harce, których potrzebuje każda rodzina piszą, że niesforna, fizyczna i interaktywna zabawa to taka, która w królestwie zwierząt występuje najczęściej. Jest obecna u każdego gatunku ssaków i u wielu niessaków. Oprócz ludzi, bawią również kotowate, psowate, małpy, ssaki naczelne, gryzonie, słonie i walenie.

Jaak Panksepp, twórca neuropsychoanalizy opisał teorię podstawowych systemów emocjonalnych. których zadaniem jest zaspokojenie potrzeb i ochrona przed zagrożeniami w środowisku zewnętrznym. Wyróżnił siedem systemów emocjonalnych, są one takie same dla wszystkich ludzi i zwierząt. To, co różni ludzi i zwierzęta to sposób poznawczego opracowania treści emocjonalnych. Wśród podstawowych systemów emocjonalnych Panksepp wyróżnił:
  • poszukiwanie
  • wściekłość
  • smutek
  • pożądanie
  • opieka
  • lęk
  • zabawa
Każdy z tych systemów ma odmienną lokalizację i w określonych warunkach stać się może dominującą zasadą funkcjonowania umysłu.

System play to system fizycznie angażujący społecznie, to w jego ramach pojawiają się wzorce interakcji społecznej. Aktywacja tego systemu jest przyjemna. Przejawia się we wszelkiej zabawie, siłowankach, baraszkowaniu z dziećmi. Ważną rolę odgrywa tu też kontakt fizyczny poprzez skórę, która stanowi niejako narząd poznania społecznego. To w wyniku kontaktu bezpośredniego wytwarza się również oksytocyna zwana hormonem więzi społecznych.

O zabawie i jej dobroczynnym wpływie na wiele aspektów życia dziecka pisano już wiele. Wciąż jednak nie doceniamy jej wagi. Pellegrini udowadniał wpływ tego, jak dziecko radzi sobie na placu zabaw, na późniejsze wyniki w nauce w klasie pierwszej szkoły podstawowej. Zaobserwował, że swobodna zabawa, a zwłaszcza taka, która pozostaje otwarta na wszelkie przepychanki, udawane bijatyki i siłowanki, działa na korzyść dziecka na każdym polu, poczynając od wyników sprawdzianów i na relacjach z rówieśnikami w szkole kończąc.

Wspomniany już wyżej Panksepp również podziela opinię, że zabawy, szczególnie przepychanki, ułatwiają kreatywność i nieszablonowe myślenie, poprawiają proces uczenia się. Dzieci inwestują w zabawę wszelkie zasoby, emocje i możliwości, jakie posiadają. Zabawa ułatwia uczenie i równocześnie jest sposobem na naukę otaczającego świata i relacji z innym, ugruntowuje więź z bliskimi, uczy zaufania. Pomaga przepracować trudne emocje, daje ujście napięciu. Harlow odkrył, że te rezusy*, które nie wchodziły w siłowanki z innymi (często bardzo agresywne w swym charakterze), miały w dorosłości trudność, by dobrać się w parę.

Badacze (Panksepp, Bekoff, Pierce) zwracają również uwagę, że możliwość zamiany ról w trakcie siłowanek rozwija zdolności dobrego przywództwa i negocjacji. Pozwalają one wyzbyć się różnic i nierówności. Są również profilaktyką agresji, a nie, jak myślą niektórzy rodzice, jej przyczyną. To właśnie możliwość odegrania wszelkich trudności podczas zabawy swobodnej, szczególnie siłowanek, jest gwarantem uniknięcia przemocy w relacjach międzyludzkich. Co więcej, zabawa zapewnia mózgowi rozwój na każdym etapie życia - również w podeszłym wieku. Chroni mózg przed chorobami neurodegeneracyjnymi.

"Zabawa to główne medium dziecięcej komunikacji". Jeśli Waszym pragnieniem jest być blisko dziecka, usiądźcie z nim na dywanie i zacznijcie rozmowę w jego języku.


* rezus - wąskonosa małpa z grupy koczkodanów, żyjąca stadnie w południowej Azji; często pokazywana w ogrodach zoologicznych i wykorzystywana przy badaniach laboratoryjnych


Na podstawie:
materiały z konferencji Fundacji Mederi Trauma dziecięca, grudzień 2018
A.J. DeBenedet, L.J. Cohen Silowanki. Dziekie harce, których potrzebuje każda rodzina.
L.J. Cohen Rodzicielstwo przez zabawę

środa, 20 lutego 2019

WWD - wysoko wyjątkowe dziecko

WWD - wysoko wyjątkowe dziecko



O wysokiej wrażliwości można pisać wiele. Jej opisy są najczęściej związane z bezradnością i niezrozumieniem wobec dziecięcych zachowań. Ogromna emocjonalność połączona z wrażli-wością na bodźce i często dużą płaczliwością stanowi mieszankę, która potrafi wzbudzić strach nawet w najbardziej doświadczonych rodzicach. Z pomocą przychodzi Elaine Aron, która zachęca do zmiany perspektywy i odkrycia, że wysoka wrażliwość to w istocie ogromny atut człowieka.

Psycholożka i badaczka wysokiej wrażliwości wskazuje, że jest to cecha, która pozwala człowiekowi na głębsze przeżywanie i doświadczanie. Osoby wysoko wrażliwe dzięki aktywacji struktur w mózgu związanych ze świadomością lepiej, dokładniej i uważniej przyglądają się otoczeniu i czerpią z niego informacje. Dzięki swoim wyjątkowym zdolnościom potrafią z dużą empatią wczuć się w emocje drugiego człowieka. Wyłapują niuanse, które są często niewidoczne dla osób o przeciętnej wrażliwości. Co więcej, potrafią dostrzec uczucia drugiej osoby, nawet gdy ta osoba ich sobie nie uświadamia. Jednocześnie, w chwili ogromnego pobudzenia, a nawet przeciążenia WWD mogą mieć chwilowy problem w zidentyfikowaniu i zauważeniu potrzeb innych ludzi. Powracając do równowagi, na nowo nawiązują kontakt z tą wiedzą.

Każdy z nas wyposażony został w dwa systemy zlokalizowane w mózgu. Jeden jest odpowiedzialny za podejmowanie działań i inicjatywy, poszukiwanie nowości, drugi natomiast odpowiada za zatrzymanie się, nie podejmowanie działania. Ludzie różnią się między sobą częstotliwością aktywności tych systemów. Jedni podejmują wiele zachowań i działań, często ryzykownych i w przypadku powodzenia, czerpią korzyści. Inni kierują się w życiu systemem odwrotnym, czyli takim, który skłania ich do większej zachowawczości i przyjmowania pozycji obserwatora. Dzieci WWD w znakomitej większości wybierają aktywizację systemu "zatrzymaj się i sprawdź", choć i wśród nich znajdują się takie, które równie ochoczo korzystają z systemu "idź naprzód". Dodatkowo dzieci wysoko wrażliwe charakteryzuje większe ukrwienie prawej półkuli mózgowej - to właśnie w niej znajdują się struktury odpowiedzialne za wyobrażenia, emocje i pozawerbalne doświadczanie.

Jak zatem szlifować taki diament wysokiej wrażliwości? Oto kilka wskazówek, które mogą pomóc:

- wsłuchiwanie się w emocje dziecka;
- wspieranie go w nazywaniu tych stanów;
- akceptowanie dziecka i jego ponadprzeciętnej wrażliwości;
- nieustawanie w próbach dostrojenia się do dziecka;
- wsparcie w budowaniu poczucia własnej wartości;
- szukanie obszarów, w których dziecko czuje się pewne i kompetentne;
- stwarzanie warunków do ekspresji emocji przy jednoczesnym podtrzymywaniu poczucia bezpieczeństwa.

Wszystkie te działania wzbogacają rodzica w jego poczuciu kompetencji i zrozumienia wobec dziecka. Wszelkie sposoby pomagają również dzieciom w ich rozwoju. Im lepiej rodzic rozumie przyczyny i źródła zachowań swojego dziecka, im większe ma rozeznanie w jego potrzebach, tym dziecko ma mniej problemów (Cameron, Hansen i Rosen, 1989; Sherber i Mc Devitt, 1998). Im troskliwszy jest opiekun, tym lepiej funkcjonuje wysoko wrażliwe dziecko. Megan R. Gunnar (1994) wraz ze współpracownikami z Uniwersytetu Minnesoty stwierdziła, że dziewięciomiesięczne, wysoko wrażliwe niemowlęta pozostawione na pół godziny pod opieką troskliwej opiekunki wykazywały znacznie mniejszy stres fizjologiczny w trakcie separacji od matek niż wtedy, gdy zostawiano je z mało troskliwymi opiekunkami.

Wpis powstał na podstawie: Elaine Aron, Wysoko wrażliwe dziecko. Jak je rozumieć i pomóc mu żyć w przytłaczającym świecie?

poniedziałek, 4 lutego 2019

Wysoko wrażliwe dziecko - 4 ważne cechy

Wysoko wrażliwe dziecko - 4 ważne cechy


Termin wysokiej wrażliwości zaczyna nabierać coraz większej powszechności wśród rodziców i osób pracujących z dziećmi. Mam w sobie dużą wdzięczność, że Elaine Aron tak głęboko bada tę cechę, gdyż przyczynia się do znormalizowania zjawisk z nią związanych.

Aron w swych badaniach doszła do wniosku, że 15-20% osób jest wysoko wrażliwa, a to oznacza, że jest to jeden z wymiarów osobowości, taki jak ekstrawersja czy introwersja. Swoją drogą, wśród tych wysoko wrażliwych osób jest aż 30 % ekstrawertyków, co pokazuje, że nie tylko osoby o bogatym życiu wewnętrznym, skłaniające się ku sobie i swoim przeżyciom, ale również te kierujące się ku innym mogą odznaczać się tym wymiarem.

Aron wyróżnia cztery aspekty wysokiej wrażliwości i podkreśla, że wszystkie z nich powinny być obecne u dziecka wysoko wrażliwego.

  • Głębokie przetwarzanie
Aron przytacza bardzo ciekawe badanie Jagiellowicz i współpracowników nad aktywnością mózgu dorosłych. W trakcie badania osoby porównywały dwa niewiele różniące się obrazki. Mózgi osób wysoko wrażliwych były o wiele bardziej aktywne w obszarach odpowiedzialnych za analizowanie złożoności i szczegółów w postrzeganiu niż mózgi osób pozbawionych tej cechy. Wydaje się, że mózgi wysoko wrażliwych są w stanie widzieć więcej, głębiej i wielowątkowo.

  • Łatwość ulegania przestymulowaniu
Osoba, która jest bardziej świadoma wszystkiego, co się dzieje wewnątrz i na zewnątrz niej, i która dogłębniej to przetwarza, musi się męczyć psychicznie, a przez to i fizycznie [...] szybciej niż inni ludzie. Łatwość przestymulowania jest więc konsekwencją głębokiego przetwarzania bodźców zewnętrznych (hałas, światło, temperatura, tłok, kontakt z innymi ludźmi), ale i wewnętrznych (głód, ból, zmęczenie itp). Przejawia się ono wybuchami emocjonalnymi, rozregulowaniem. 

  • Reaktywność emocjonalna
Osoby wysoko wrażliwe silniej reagują zarówno na pozytywne jak i negatywne doświadczenia. Ich wrażliwość emocjonalna łączy się empatią. W trakcie oglądania emocji innych ludzi w mózgu osób wysoko wrażliwych szczególnie aktywują się obszary związane ze świadomością. Można więc zakładać, że lepiej rozumieją i wczuwają się w stany emocjonalne innych osób. Decyduje o tym również większa aktywność neuronów lustrzanych, których zadaniem jest umożliwienie odczuwania tego, co czują inni ludzie, a przy współpracy z innymi neuronami pozwalają poczuć to głębiej. 

  • Wyczulenie na subtelne bodźce
Zauważanie najmniejszych nawet zmian jest domeną osób wysoko wrażliwych. Dzieje się tak nie tylko za sprawą głębokiego przetwarzania, ale również wyczulenia zmysłów. Pozwala to na widzenie większej ilości szczegółów w otoczeniu pod względem cech fizycznych, ale również w późniejszym wieku na głębsze analizy np. dzieł sztuki. 


Elaine Aron pisze o wysoko wrażliwych dzieciach wiele wspaniałych stwierdzeń. To, które urzeka mnie szczególnie, zamieszczam na koniec tego krótkiego podsumowania:

Zaleta wrażliwości oznacza raczej, że możecie wydobyć z dziecka to, co w nim najlepsze, cokolwiek to jest, w dodatku łatwiej niż rodzice innych dzieci Wasze wysoko wrażliwe dziecko jest gotowe - bardziej niż jego rówieśnicy - do reakcji na dobre i mądre rzeczy, które macie mu do przekazania.



poniedziałek, 21 stycznia 2019

Jak wyrazić złość prawdziwie i głęboko?

Jak wyrazić złość prawdziwie i głęboko?


Prawdziwe przeżywanie złości to dla niektórych wyrzucanie jej z siebie poprzez krzyk, tupanie, rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami. Marshall Rosenberg, autor Porozumienia bez przemocy uważa jednak, że prawdziwie głębokie przeżywanie złości to nawiązanie kontaktu ze swoimi potrzebami. To moment, w którym łączę się z tymi kawałkami siebie, które czują się zaniedbane i niespełnione.

Sytuacja złości powoduje wzrost hormonów adrenaliny i kortyzolu w ciele. Oznacza to bycie w stanie stresu. Nawiązanie ze sobą kontaktu, przyjęcie postawy opieki, wzbudzenie w sobie empatii wobec samego siebie mogą wspomóc w dotarciu do niezaspokojonych potrzeb, które wywołały złość.

Rosenberg zachęca do odcięcia się od myśli, które kierują nas i naszą złość w stronę osoby, w relacji z którą złość się pojawiła. W przeciwnym razie aktywizują się mechanizmy obwiniania i karania innych. Wzięcie odpowiedzialności za swoją złość jako ta, która prowadzi do odkrycia niezaspokojonej potrzeby, umożliwia przeniesienie uwagi na siebie, własne odczucia i potrzeby.

Kiedy czujesz złość, spróbuj wykonać poniższe kroki:

  • Zatrzymaj się, weź głęboki oddech;
  • Pozostań w ciszy;
  • Zidentyfikuj myśl, która spowodowała złość. To ważna nić prowadząca do odkrycia niezaspokojonej potrzeby;
  • Skontaktuj się z tą potrzebą, przyjrzyj się jej;
  • Poczuj inne emocje niż złość, która zaprosiła Cię to przyjrzenia się tej potrzebie. Może odczuwasz żal, rozczarowanie, smutek?

To właśnie tutaj prowadzi Cię złość. Chce zwrócić Twoją uwagę na Twoje potrzeby. Chce, byś porzucił/-a sądy, myśli i opinie o innych, a w zamian przyjął/przyjęła postawę empatii wobec siebie (samowspółczucia). To taki rodzaj zaopiekowania się sobą, który najczęściej oferujemy dobremu przyjacielowi. Kristin Neff, badaczka zjawiska self-compassion, zachęca do podarowania sobie tego, co oferujemy bliskim: miłość, dobre słowo, dotyk. Wtedy w miejscu adrenaliny i kortyzolu, pojawi się okscytocyna. Badania pokazują, że empatia wobec siebie jest istotnie połączona z dobrostanem psychicznym. Agnieszka Stein wymienia następujące elementy samowspółczucia:

  • akceptowanie siebie;
  • unikanie ocen;
  • bycie życzliwym dla samego siebie;
  • świadomość wspólnie dzielonego człowieczeństwa;
  • uważność związana z nieuciekaniem od swoich doświadczeń, przeżyć i przyjmowaniem tego, co bolesne i trudne.

Bycie blisko ze sobą to jednoczesne akceptowanie swoich lęków, braku wiedzy, trudności. Brene Brown, psycholożka, mówi o tym, by akceptować swe niedoskonałości. Tylko wtedy mamy szansę na odzyskanie poczucia bezradności, które pozwala nam odczuć prawdziwy sens i autentyzm w naszym życiu. Zauważ więc swoją złość, zrób z niej użytek, wykorzystaj ją, by zaopiekować się sobą.


Tekst na podstawie:
https://www.youtube.com/watch?v=IvtZBUSplr4
https://www.youtube.com/watch?v=rFMWWUj34Ac
https://www.youtube.com/watch?v=_DcSVt06kfo
Agnieszka Stein, Nowe wychowanie seksualne


sobota, 22 grudnia 2018

Bycie w procesie ważniejsze niż efekt

Bycie w procesie ważniejsze niż efekt


Lata, przez które jestem mamą, są inspiracją do odkrywania nowych prawd o rodzicielstwie. Każda sytuacja, dzień, etap rozwojowy przynoszą inne spostrzeżenia i refleksje. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że i ja zmieniam swoją optykę na świat, samą siebie i wiele zjawisk. 

Coraz częściej staję w opozycji do pędu, który serwuje nam otoczenie. Coraz częściej uwiera mnie zero-jedynkowe spojrzenie i roszczeniowe postawy ludzi wokół. Czasem daję się do nich zaprosić, zapominając o potrzebach i emocjach własnych i innych. Ilekroć jednak jestem w dobrym kontakcie z sobą, najpierw zadaję sobie pytania:

"co czuję i czego potrzebuję?"

"co czuję i czego potrzebuję w związku z tym, co mówią mi inni ludzie?"

"co mi to robi?"

Nazywam to byciem w procesie, patrzeniem na siebie z innej perspektywy, z metapoziomu. Wtedy efekt tego, co się dzieje, przestaje mieć fundamentalne znaczenie. Wtedy liczy się to, co dzieje się tu i teraz. Przenosząc to na grunt rodzicielstwa, bardzo otwierające jest stwierdzenie, że rodzic ma po prostu być. Nie wychowywać, nie dążyć do efektu, nie zmieniać nawyków, nie egzekwować poleceń. Ma być. Kiedy jest, konfrontuje się też z tym, co czuje, nawiązuje kontakt z tymi elementami siebie, które być może w obliczu emocji dziecka stają się bezsilne. To te elementy, które korespondują ze wspomnieniami, deficytami, brakami, niespełnionymi potrzebami z przeszłości. Dlatego tak łatwo te części dają się przykryć elementami, które chcą działania, szybkiego, natychmiastowego efektu. Działanie odwraca uwagę od poczucia bezsilności, bezradności. Człowiek ma poczucie, że coś robi. Działa, więc oczekuje zmiany. Tymczasem, działania nastawione na odwrócenie uwagi, rzadko kiedy powodują oczekiwaną zmianę.

Uważność to stan, który wzmacnia proces. Pomaga człowiekowi zakotwiczyć się w odczuwaniu. Kiedy moje dziecko płacze, krzyczy, rzuca przedmiotami, zamiast robić to, co zawsze, mogę nie zrobić nic oprócz bycia.

Bądź ze swoim dzieckiem, współdziel z nim jego trudy i emocje. Usiądź obok i powiedz: "Jestem tu. Jestem tu, kiedy Ci dobrze i kiedy Ci źle". Empatyczna postawa ciała, spokój w duszy i ciele, pojemność, przestrzeń, otwarte ramiona to zasoby, które możemy ofiarować dziecku. To takie proste, a jednak najtrudniejsze do osiągnięcia. Wymaga od rodzica spotkania z samym sobą, własnymi emocjami i niezaspokojonymi potrzebami. Jedynie jednak wychodząc na to spotkanie możemy w pełni wspierać nasze dzieci.

Z całego serca polecam Ci, Drogi Rodzicu, zaopiekuj się sobą, daj sobie trochę empatii. Pochyl się nad sobą, przytul swoje nieutulone części, pozwól swoim łzom popłynąć. Tylko wtedy odzyskasz w relacji z dzieckiem lekkość i łatwość kontenerowania jego emocji. Alice Miller w Dramacie udanego dziecka pisze: każda matka i ojciec mogą być empatyczni tylko w tym obszarze, w którym uwolnili się od swego dzieciństwa i muszą reagować brakiem empatii, jeśli na skutek wyparcia się swego, dźwigają niewidzialne łańcuchy. Drogą do oswobodzenia się z tych łańcuchów jest samorozwój, spotkania z samym sobą, psychoterapia.

piątek, 14 grudnia 2018

Coraz bliżej święta - czyli co kupić dziecku w prezencie, by wspierać rozwój emocjonalny?

Coraz bliżej święta - czyli co kupić dziecku w prezencie, by wspierać rozwój emocjonalny?


Święta to idealna okazja, aby rozwinąć zasobnik do wspierania rozwoju emocjonalnego dziecka. Sklepowe półki uginają się od zabawek, które mogą pomagać dziecku rozwijać wyobraźnię, umiejętności poznawcze czy sprawność fizyczną. Warto podarować naszemu maluchowi coś, co pomoże mu kształcić jego kompetencje emocjonalne. Jeśli wciąż szukacie podpowiedzi, zobaczcie, jakie pomoce polecam do wspólnej zabawy z dzieckiem.


Gry planszowe np.: Dixit (klik), Potwory do Szafy (klik), Emocje (klik), Pytaki (klik) lub przepięknie zilustrowana Psiechadzka (klik)

Wspaniałe narzędzia do eksplorowania emocji, obłaskawiania trudnych uczuć, nabywania sposobów do radzenia sobie z nimi, ale przede wszystkim fantastyczny środek do spędzenia wspólnie czasu i pogłębiania więzi pomiędzy rodzicem a dzieckiem.



Kart Dixit używam w pracy z dziećmi (i dorosłymi), by pomóc im wyrazić, co czują, uruchomić w nich myślenie wyobrażeniowe, nawiązać rozmowę. Dzieci bez oporów fantazjują na temat przedstawionych na kartach grafik, nadają im wiele znaczeń, przelewając w te opowieści własne doświadczenia i przeżycia emocjonalne.


Materiały kreatywne - może z okazji świąt odnowicie zapasy swoich kreatywnych materiałów? Wtedy okaże się, że grę planszową możecie stworzyć samodzielnie - będzie idealnie dopasowana do Waszych potrzeb, spędzicie wspólnie czas i jestem przekonana, że dowiecie się wiele nowych informacji o swoim dziecku. Każda okazja jest dobra, by dowiedzieć się czegoś nowego o sobie. 


Książki - to ważny kanał komunikacji emocjonalnej z dziećmi w każdym wieku. Spełniają podobną funkcję do odgrywania ról z pomocą figurek. Treści poruszane w książkowych narracjach pomagają dzieciom znormalizować odczuwane emocje - dowiadują się, że bohater historii również odczuwa smutek i złość. Jeśli bohater jest w pewien sposób podobny do dziecka, rozwiązania generowane przez niego mogą być przejmowane przez malucha, by lepiej radzić sobie w życiowych sytuacjach. Szczególnej uwadze polecam wszelkie serie, w których jeden bohater przeżywa szereg przygód (Kicia Kocia, Franklin). Równie użyteczne są pozycje poświęcone poszczególnym uczuciom/przeżyciom (złości, tęsknocie, rozstaniu z rodzicami, rozpoczęciu przygody przedszkolnej, różnego rodzaju stratom, żałobie, rozwodowi czy rozstaniu rodziców).



Figurki zwierząt, ludziki - jeśli masz na pokładzie przedszkolaka, zainwestuj w różnorodne figurki. Dzięki ich pomocy, zaaranżujesz sytuacje społeczne, które mogą mieć miejsce podczas samodzielnego życia Twojego dziecka. Dostarczysz mu możliwości do przepracowania trudnych emocji oraz pola do wygenerowania rozwiązań. Dzieci naturalnie odgrywają sceny ze swojego życia. Nie są to wierne odzwierciedlenia, wiele tam fantazji i zaskakujących połączeń faktów - wciąż jest to jednak skarbnica wiedzy o emocjonalnym życiu wewnętrznym dziecka.

Podzielcie się w komentarzu, jakie zabawki czy zabawy służą Waszym dzieciom w ich rozwoju emocjonalnym. 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Współdziałanie i posłuszeństwo - co wybierasz?

Współdziałanie i posłuszeństwo - co wybierasz?


Rozmyślając na temat systemu kar i nagród, prawie każdy zgadza się z naukowymi dowodami, które jasno pokazują, że taka metoda wychowawcza nie przynosi dziecku korzyści. Nie znam rodzica, który chciałby obniżyć poczucie wartości własnego dziecka albo, co gorsza, doprowadzić do jego uległości w przyszłości. Kiedy jednak przychodzi do wdrożenia w życie poznanych zasad, uruchamiają się w naszych głowach automatyzmy z dzieciństwa. Ten autopilot często wywołuje stwierdzenia:

"nie będzie mną rządzić dziecko"
"przecież każdy ma jakieś zasady"
"musi robić to, co mu mówię, szczególnie kiedy się spieszę"

Autopilot ma to do siebie, że prowadzi nas utartą ścieżką. Nie zawsze jest ona zgodna z tym, co chcielibyśmy dla naszych dzieci. Tylko dogłębne przemyślenie wielu sytuacji, odegranie ich w głowie, nabycie nowych narzędzi może pozwolić nam porzucić stare schematy i wprowadzić zmianę. Czasem potrzeba tygodni, miesięcy, by coś zmienić. Praca własna z emocjami, uczuciami, myślami, które nam towarzyszą w relacji z dziećmi wymaga czasu, zasobów i wsparcia. Kiedy jednak przynosi efekty, nadarza się okazja, by porzucić żądzę posłuszeństwa na rzecz dążenia do współdziałania.


Co składa się na takie narzędzia współdziałania? Podstawowe elementy tego procesu to:


1. Intencja rodzica

Alfie Kohn namawia do zmiany percepcji z: "co mam zrobić, żeby moje dziecko robiło to, co mu każę?" na "czego potrzebuje moje dziecko i jak mam wyjść naprzeciw jego oczekiwaniom?"

Ja, ze swej strony, namawiam do rozważenia również własnej potrzeby oraz jej źródeł. Chęć wpływania na dziecko wynika z wielu różnych obszarów (potrzeba poczucia kontroli, lęk o dziecko, troska).

Takie działanie pokaże dziecku szacunek wobec jego istnienia. Nie zawsze możemy spełnić potrzebę dziecka, jednak samo zauważenie jej, jest jednocześnie jej uszanowaniem.


2. Świadomość rodzica

Pisząc "świadomość", mam na myśli wiedzę rodzica o rozwoju psychofizycznym jego dziecka, o tym jak przebiegają fazy rozwojowe i co jest ich siłą napędową. To świadomość tego, że dwulatek będzie za wszelką cenę dążył do autonomii, a czterolatek będzie hiperruchliwy.

Mam również na myśli mechanizmy, które w sobie nosimy - automatyzmy, które często w naszych reakcjach są szybsze od nas samych: słowa, które nosimy w sobie, a nie są nasze; ton głosu, który znamy z dzieciństwa, a chcielibyśmy, by ucichł. Okazja, by przyjrzeć się swoim doświadczeniom z dzieciństwa, nadarza się codziennie. Każda interakcja z własnym dzieckiem odkopuje w nas uczucia z dzieciństwa. Już samo rozpoczęcie myślenia o tym bywa uwalniające, powoduje zmianę, odkleja nas od naszych doświadczeń, zwraca sprawczość. Mamy wtedy szansę na decyzję, czy chcemy pójść za doświadczeniami z dzieciństwa, czy napisać swój własny rozdział rodzicielstwa.


3. Porozumienie bez przemocy

To taki sposób komunikacji, który buduje się na świadomości siebie (rozpoznaniu potrzeb, uczuć), jasnej, wolnej od ocen obserwacji, wyrażeniu wykonalnych próśb. Autorki książki "Szanujący rodzice, szanujące dzieci. Jak zmienić rodzinne konflikty we współdziałanie?" prezentują dwie możliwości, które oferuje porozumienie bez przemocy: "wypowiadam tak szczerze jak potrafię swoje: obserwacje, uczucia, potrzeby i prośby" lub "staram się wyrazić moje przypuszczenia na temat: twoich obserwacji, uczuć, potrzeb i próśb". W pierwszym przypadku "mówię o tym, co widzę i słyszę, potem o tym, co czuję, czego potrzebuję i proszę o to, co, ja sądzę, że zaspokoi moje potrzeby". W drugim natomiast: "Domyślam się, co widzisz i słyszysz, domyślam się Twoich uczuć, próbuję odgadnąć Twoje potrzeby i to, co mogłoby je zaspokoić".

Pierwszym krokiem według autorek jest uważna obserwacja. Taka, która nie zawiera oceny ani interpretacji. Podczas moich warsztatów nazywam to metodą 'stop klatki' - opisz co widzisz, słyszysz, co zapamiętujesz.

Drugi krok to wyrażenie uczuć i potrzeb. To największy budulec więzi międzyludzkich. Opisanie uczuć może pomóc w dotarciu do potrzeb. Każda z nich, zaspokojona bądź niezaspokojona, jest źródłem emocji. Jeśli potrzeby są nasycone, rodzą się miłe uczucia. Gdy potrzeby nie są zaspakajane, pojawiają się emocje związane z frustracją i niedoborem. To nie ludzie wywołują emocje - to niespełnione potrzeby są ich powodem. Kiedy się złoszczę, robię to w wyniku niespełnionej potrzeby. Drugi człowiek nie jest źródłem moich emocji. Ten mechanizm to: "Czuję..., bo potrzebuję..."

Kolejny etap to wykonalne prośby. Wykonalny znaczy konkretny, możliwy do zrobienia w określonym czasie. Im konkretniej sprecyzujemy prośbę, tym lepiej nasza potrzeba zostanie zaspokojona. Autorki "Szanujący rodzice, szanujące dzieci" pokazują obrazowy przykład wykonalnej i niewykonalnej prośby:

"Będziesz pamiętać o myciu rąk przed jedzeniem?"

"Zastanów się teraz przez chwilę ze mną, co mogłoby pomóc Ci pamiętać o myciu rąk przed jedzeniem".

Empatyczne słuchanie to kolejny etap. Rosenberg mówi, że "empatia to zrozumienie połączone z szacunkiem dla tego, czego doświadczają inni." Skupienie na tym, co czuje i czego doświadcza druga osoba w relacji, wymaga chwilowego zawieszenia własnych odczuć. Pozwala to porzucić ocenianie, dawanie rad i moralizowanie. Zofia Żuczkowska mówi, że "taki kontakt może zaoferować dorosły, który przyjmuje emocjonalne reakcje dziecka jako ekspresje jego niezaspokojonych potrzeb, a nie przejaw "złego zachowania: czy "dysfunkcji"."


Przyjrzenie się powyższym elementom, uważne ich przemyślenie, może okazać się pomocne w zmianie patrzenia na funkcjonowanie z dzieckiem. Refleksja nad potrzebami dziecka, uczuciami i wspólnym życiem mogą pomóc wyznaczyć nową drogę, która doprowadzi do współdziałania. Można wciąż ustalać wspólne zasady, dążyć do ich przestrzegania, a przy tym szanować wzajemne potrzeby.




środa, 14 listopada 2018

Bez kar i nagród w praktyce

Kary i nagrody to narzędzia, które szybko wywołują efekt:

- rodzic karze, a dziecko zaprzestaje w danej chwili prezentować zachowanie, którego rodzic nie akceptuje;

- rodzic nagradza, w związku z czym dziecko, by dostać nagrodę, powtarza zachowanie, które rodzica zadowala

Można więc zapytać - czego chcieć więcej?

Odpowiedzi jest kilka. Można dla swojego dziecka chcieć:

  • wewnątrzsterowności
  • wewnętrznej motywacji do działań
  • rozwoju moralności i samodzielności w myśleniu i ocenie sytuacji
  • chęci współpracy ze względu na relację, a nie nagrodę
  • poczucia wartości niezależnego od opinii i ocen innych ludzi
  • bezwarunkowej miłości
  • niezależności (jako przeciwieństwu kontroli)

Badania przytaczane przez Alfie Kohna w Wychowaniu bez kar i nagród wskazują, że dzieci, wobec których stosowano miłość odmawianą i wzmocnienia pozytywne (a więc kary i nagrody) mogą odczuwać bezradność, niechęć okazywania pomocy bliźnim, strach przed odrzuceniem przez innych, urazę wobec własnych rodziców. Ich poczucie własnej wartości może być zależne od sytuacji i innych ludzi. W dorosłym życiu może skutkować wzrostem napięcia w związku z poczuciem odrzucenia, a to może prowadzić z kolei do różnorakich uzależnień lub zachowań autodestrukcyjnych (Alfie Kohn przywołuje wiele badań źródłowych - zachęcam do zajrzenia do jego książki).

Ogólnie rzecz biorąc, dzieci spełniające prośby i polecenia dorosłych mają rodziców, którzy nie podkreślają swojej władzy, a zamiast tego budują z nimi ciepłe i bezpieczne relacje. Ci rodzice traktując je z szacunkiem, minimalizują kontrolę i starają się przedstawiać powody wyjaśnienia swoich próśb (A. Kohn, str. 69). To najpiękniejsza wskazówka, co robić, by z dziećmi współdziałać. Badania przytaczane przez autora pokazują, że dzieci chętniej współdziałają, gdy rodzice szanują ich integralność i autonomię, powstrzymują się od ocen, pochwał i krytyki. Kontrolowanie dzieci poprzez kary i nagrody prowadzi do utraty zainteresowania warunkowanymi tematami (np. nauką), ale również do obniżenia sprawności i umiejętności w danym temacie. Dzieci tracą chęci do rozwijania się w nim.

Rodzice często tłumaczą sięganie po kary tym, że kochają swoje dzieci. Dla dzieci nie ma nic bardziej mylnego, jak okazywanie miłości poprzez zadawanie bólu. Rodzi to w nich odczucie, że "zadawanie drugiej osobie bólu jest immanentną cechą miłości".

Zmianę towarzyszenia dziecku z warunkowego na bezwarunkowy powinna uprzedzić zmiana celu z "co mam zrobić, żeby moje dziecko mnie słuchało i robiło to, co chcę" na "czego potrzebuje moje dziecko i jak wyjść naprzeciw jego potrzebom". Zmiana optyki pomaga otworzyć skrzynię z zasobami empatii. Pozwala również rodzicowi powiedzieć, co dla niego jest ważne w danej prośbie i poleceniu skierowanym ku dziecku.

Zamiast:

"Stasiu, posprzątaj zabawki"
"Stasiu, posprzątaj zabawki, bo jak nie, to nie będzie dziś bajki"
"Stasiu, jesteś taki niegrzeczny, nigdy nie sprzątasz, za karę nie będę Ci dziś czytać"
"Stasiu, jeśli posprzątasz, będziesz mógł zjeść ciastko"

Powiedz:

"Stasiu, widzę, że lubisz się bawić, dużo zabawek leży na podłodze. To czas na sprzątanie"
"Zależy mi na porządku w domu. To dla mnie ważne, by rzeczy leżały na swoim miejscu"
"Kiedy w Twoim pokoju jest czysto, łatwiej skupić mi się na czytaniu bajki"
"Chcę, byś posprzątał swoje zabawki teraz. Czy potrzebujesz pomocy?"

Marta Jagodzińska
psycholog, terapeuta, pedagog, mama trójki

-----------------------------------------------------
Zapraszam Cię na mój fanpage na FB: www.facebook.com/centrumfamilion


Copyright © 2016 Blisko rodziców , Blogger